niedziela, 1 kwietnia 2012

Polak w hiszpańskiej reklamie Coca-coli

W Hiszpanii rozpoczęła się kampania reklamowa związana z euro 2012. Głównym bohaterem reklamy jest polski robotnik Jacek. Mężczyzna promuje kampanie konkursową w której można wygrać bilety na Euro 2012. Jacek po 5 latach pracy na budowach, chce wrócić do dom, niestety nie ma pieniędzy na bilet. Siedząc w barze spogląda na zdjęcie w portfelu swojego synka i postanawia wysłać smsa na konkurs. Bilet na euro wydaje się być jedyną możliwością powrotu do ojczyzny i do rodziny. Po chwili przyjaźni Hiszpanie podają mu swoje butelki Coca-Coli, by zwiększyć szanse mężczyzny na wygraną. Polak w spocie ubrany jest podobnie do reszty ludzi, czyta i mówi po hiszpańsku. W ujęciach z pracy jest wyraźnie akceptowany przez kolegów. 

W polskim internecie zawrzało od komentarzy. Reklama została oceniona jako obraźliwa dla Polaków. Czy tak jest oceńcie sami.

Według mnie przekaz reklamy jest następujący. Pracowity Polak, przyjaciel, przyjechał do Hiszpani w poszukiwaniu lepszego życia, niestety okazało się ze sytuacja w tym kraju jest podobna do tej w Polsce. Nie ma pracy trudno związać koniec z końcem. Dlatego pomocni Hiszpanie rezygnują z możliwości wzięcia udziału w konkursie i oddają szanse Jackowi, który oprócz zobaczenia meczu jeśli wygra będzie miał możliwość spotkania się z rodziną która bardzo kocha. 
Znając działanie promocyjne Coca-Coli która stara się promować jako napój uniwersalny dla każdego, wątpię by firma pozwoliła sobie na obrażanie kogokolwiek w reklamie.
Maciej Śmich

Przez śmiech do portfela?

Było już co nie co o tzw. "zakazanych" reklamach. Ale czy tylko kontrowersja przyciąga widza i potencjalnego klienta? Czy reklama ma tylko szokować, bądź być bezbarwna? Czy może humor (i to nie wywołujący tylko najbardziej prymitywne instynkty) może reklamie "zrobić dobrze"?

Delnik z Pikusiem idę pod rękę.

Serce i Rozum Telekomunikacji Polskiej, pokazał jak dobrze wykorzystywać brand heros w reklamach. Pikuś i Delmik to przykłady jak tego nie robić. 

Duża popularnością w reklamach, cieszy się wykorzystywanie tak zwanych brand heroes. Są to fikcyjne najczęściej animowane postacie reklamujące daną markę. Są wygodne przy kreowaniu wizerunku ponieważ zależą jedynie od ich projektantów. Twórcy mają pełną kontrolę nad tym jak dana postać wygląda, oraz jak się zachowuje. Mogą dowolnie kierować znaczeniami oraz kontekstami z jakimi dana postać się kojarzy, a przez to również wrażeniami i emocjami widzów.
Jednym z najgorszych herosów jest łezka margaryny Delma. Biegający po stole wałek margaryny nie wzbudza pozytywnych emocji. Twórcy zapomnieli, że reklama artykułów spożywczych powinna być przede wszystkim apetyczna. Żółta kulka tłuszczu zdecydowanie nie jest. W odróżnieniu od bohaterów reklam Biedronki, którym również można zarzucić, że nie wyglądają smakowicie,nawet  nie jest śmieszna. Kobieta rozmawiająca z margaryną raczej wzbudza politowanie nad słabością żartu niż chęć posmarowanie kromki sztucznym masłem marki Delma.
Mocną stroną Delmika jest mocne powiązanie z produktem jaki reklamuje. Odbiorca szybko kojarzy ją z produktem, jest silnie i mocno zakotwiczona w świadomości konsumentów.
Tego atrybutu brakuje kolejnemu bohaterowi polskich reklam Panu Pikusiowi. Zasadniczy problem polega na tym, że nie odbiorca nie wie  co on reklamuje. Bohater kompletnie nie kojarz się z produktami finansowymi. W założeniu Pikuś miał być sympatyczny i słodki. Przez co miał ocieplić markę AVIVA oraz jej produkty. Odwrócić uwagę widza od promocji produktów, przez co przekaz promocyjny miał stać się nienachalny i subtelniejszy. Niestety Pikus swoim skrzeczącym głosem, wyliniałym futerkiem, dziwnym irokezem odwrócił uwagę widzów tak skutecznie, że ci pierwsi zapomnieli co właściwie reklamuje. Jest raczej irytujący, przypomina bardziej złośliwego gremlina niż Kubusia Puchatka.