wtorek, 26 maja 2015

Marketing sportowy - nie zawsze różowy

Pisałem już tutaj o sporcie w wymiarze marketingowym i wyszło na to, że to rzeczywiście ogromna siła i potencjał, który nie może zostać zmarnowany, i marnowany nie jest. Podałem przykład Opla, Alfy Romeo oraz BMW. Sęk jednak w tym, że w dwóch pierwszych przypadkach dyscypliną, poprzez którą dwóch producentów samochodów się reklamowało była piłka nożna, a więc zdecydowanie najbardziej medialny sport na świecie. W przypadku BMW, niemiecka marka wykorzystała sezonowe biegi narciarskie do zmiany postrzegania ich marki. I bardzo dobrze, ale co z innymi sportami, dyscyplinami, które nie są na tyle medialne? Powiem krótko: jest źle.

Zbigniew Bródka ze złotym medalem igrzysk w Soczi

Niech za przykład posłuży Zbigniew Bródka -  nasz złoty panczenista z igrzysk olimpijskich w Soczi z 2014. Na co dzień jest strażakiem. Dlaczego? Bo jego sport jest traktowany przez reklamodawców po macoszemu, wybitny sportowiec nie jest w stanie skupić się w 100% na treningu, bo musi jakoś utrzymać rodzinę.

Kolejną dyscypliną sportową, w której odnosimy ogromne sukcesy jest żużel. Kilka razy z rzędu zdobywaliśmy tytuł Drużynowych Mistrzów Świata. Mamy też Indywidualnego Mistrza Świata - Tomasz Gollob (na zdjęciu) zdobył ten zaszczytny tytuł w 2010 roku, możemy się pochwalić najlepszą ligą żużlową na świecie. Po prostu jesteśmy bezsprzecznie najlepsi, a mimo to co roku większość drużyn w polskiej lidze ma niemałe problemy z uzyskaniem licencji na jazdę w danym sezonie w najlepszej klasie rozgrywkowej. Z czego to wynika? Zgodzę się, że szefowie klubów często tworzą tzw. piramidy finansowe, które powodują te problemy, ale jedna rzecz mnie zastanawia: dlaczego skoro jesteśmy tak wysoko w hierarchii światowej, tak ciężko jest znaleźć sponsora, który pokryłby chociaż część kosztów. Takim sposobem zarządzania ligą, nie pierwszy raz doprowadzimy do ruiny to, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy. Nie wspominając już o tym, że co raz częściej przez brak funduszy niszczymy marzenia młodych zapaleńców, którzy rezygnują z uprawiania tej pięknej dyscypliny sportu, bowiem to właśnie na początku kariery, kiedy nie ma się wypracowanej odpowiedniej pozycji na tym małym rynku, najbardziej potrzebny jest lojalny i cierpliwy sponsor, który jest zdolny zainwestować w młodego pasjonata jazdy na motocyklu bez hamulców.

Nie pozostaje mi nic innego jak wystosować apel do możnych środowiska marketingu sportowego, aby przestali ciągle promować piłkę nożną, w której, nie ukrywajmy, bardzo dawno temu nic znaczącego nie osiągnęliśmy. Proszę, zauważcie, że istnieją też inne dyscypliny sportu, dyscypliny, w których mimo zmniejszonych nakładów finansowych, odnosimy sukcesy na światowym poziomie. Pomyślmy, coby było, gdyby choć mały procent pieniędzy, które inwestuje się w polską piłkę nożną, poszło na przykład na panczeny. Bylibyśmy potęgą na miarę Holandii, tymczasem, w Polsce nie mamy nawet jednego krytego lodowiska do łyżwiarstwa szybkiego...


Brak komentarzy: