Pokazywanie postów oznaczonych etykietą popkultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą popkultura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 czerwca 2012

Barbie jako ikona popkultury cz. 2

Czy Barbie rzeczywiście jest kobietą ? Odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta, jak mogło by się wydawać. Otóż zapytano przedstawicieli środowiska draq queen o ich ideał kobiecości. Odpowiedź była jednoznaczna: Barbie.


 Wszystko zaczęło się od lat 50. ubiegłego wieku. Wtedy to królował nurt feminine mystique. Kobieta choć miała na głowie cały dom, dzieci (panował wtedy model rodziny wielodzietnej), przeważnie była jeszcze szefem kuchni, praczką, sprzątaczką to zawsze miała idealny makijaż, fryzurę i strój. Ten kobiecy mistycyzm i zdziwienie: jak one to robią ? sprawił, że mężczyźni zaczęli zazdrościć kobietom ich umiejętności wykonywania kilku czynności na raz. Wracając do pytania, czy Barbie jest kobietą... otóż i tak, i nie. Barbie co prawda posiada pewien kobiecy atut, jakim jest biust ale pozostałe fizyczne cechy już tak jednoznacznie na to nie wskazują. Niektórzy socjologowie mówią o Barbie w kontekście hiper-kobiety (patrz: feminine mystique) oraz quasi-kobiety (patrz: draq queen).
Dlaczego Barbie uchodzi za ideał piękna ? Po pierwsze, jest przedstawicielką rasy białej (nie zamierzam głosić tutaj rasistowskich poglądów!), uważanej za kanon piękna. Po drugie, pochodzi z wyższej klasy średniej; lubi otaczać się przedmiotami, opływać w luksusie. Po trzecie, jest młoda, a wieczna młodość to marzenie niejednej kobiety. Po czwarte, ma idealną sylwetką (choć w wymiarze rzeczywistym osoba o takich proporcjach ciała nie byłaby w stanie funkcjonować). Po piąte, jest kobietą, a płeć żeńska ma w wielu przypadkach pozycję uprzywilejowaną.

Więcej o feminine mystique w książce autorstwa Betty Friedan.

Barbie jako ikona popkultury cz. 1



Już od ponad pół wieku, ta jasnowłosa lalka jest przedmiotem pożądania milionów dziewczynek na świecie. W 1958 roku Amerykanka, Ruth Handler, stworzyła miniaturową lalę, której nadała imię Barbie będącej skrótem od imienia jej córki -Barbary. Barbie była wzorowana na swoim niemieckim pierwowzorze - lalce Lilli, którą Ruth przywiozła z podróży do Szwajcarii. 


Od lat 50. firma Mattel produkuje najbardziej dochodową lalkę świata. Na całe imperium Barbie składają się: gry, filmy, dodatki, ubranka i kilkanaście/kilkadziesiąt serii tej najsłynniejszej lalki. 
W 2002 roku pojawiła się seria My Scene, która w zamiarze miała być kontynuacją przygody z Barbie dla starszych dziewczynek w wieku 11 - 16 lat. W mniej więcej tym samym czasie pojawił się w telewizji serial z postaciami serii My Scene

 Barbie

Nolee

Chelsea

Kennedy

Nia

Westley

Hudson

River

Bryant

Sutton

Ellis

Ryan

Jak widać, seria ta wytworzyła wiele innych postaci niż Barbie, nie tylko kobiecych ale i męskich. Pojawiło się pięciu nowych towarzyszy ale zniknął... Ken ! My Scene jest niebywale popularna na całym świecie, gdyż dziewczynki mogą się identyfikować z dowolną bohaterką. Choć już wcześniej pojawiały się lalki przedstawiające inne rasy, kultury, to dopiero Barbie zawsze była utożsamiana jako biała kobieta. Ale czy na pewno kobieta ?
Emilia Jendryassek






niedziela, 13 maja 2012

Z reklamy do popkultury?

Jaki jest przepis na dobrą reklamę? Chyba każdy chciałby znać dokładną odpowiedź na to pytanie. Opinii byłoby zresztą tyle, ilu chcących wyrazić swoje zdanie na ten temat. Jedno jednak jest pewne. Dobra reklama to taka, która zostaje zapamiętana. Znakomita to taka, która nie tylko zostanie w głowie odbiorcy, ale będzie czymś więcej.

Tak jest w przypadku Pani Goździkowej. Któż z nas nie pamięta słynnej reklamy Etopiryny na ból głowy z banalną melodyjką i prostym tekstem: „Goździkowa przypomina…”? Nie będę kończył, bo każdemu z pewnością zakończenie samo już przyszło do głowy. Ale dla przypomnienia jedna za reklam z Goździkową w roli głównej:

\

Czy twórcy tej reklamy zdawali sobie sprawę z jej możliwego sukcesu? Tego nie można być pewnym, zwłaszcza, że na pierwszy rzut oka nie wydaje się zbyt innowacyjna i odkrywcza. Zwykła, prosta reklama, jakich wiele. Po raz kolejny okazało się jednak, że proste może oznaczać genialne. Nie wiem, jaka była tego przyczyna, ale Pani Goździkowa z Etopiryną została nie tylko świetnie zapamiętana przez widzów, ale także stała się wręcz elementem popkultury! Stwierdzić to można na wielu przykładach. Po dziś dzień Goździkowa jest pamiętana i stała się w naszej kulturze synonimem kogoś, kto dobrze radzi. O jej sukcesie niech świadczy fakt, że przecież obecnie nie są już emitowane reklamy z nią w roli głównej, a sama kampania była przeprowadzona mniej więcej 10 lat temu. Trwała jednak długo, bo jeszcze w 2008 roku można było natknąć się na Goździkową w telewizji. Poniżej następna reklama, emitowana w roku 2002:


Na czym więc polega fenomen Goździkowej? Chyba na melodii i tekście, które były tak proste, że były łatwo zapamiętywane przez odbiorców. Goździkowa zaczęła być kojarzona z Etopiryną, Etopiryna z bólem głowy, a ból głowy z Goździkową. Ta pętla sprawiła, że bohaterka reklamy (co ciekawe, nigdy nie widzieliśmy jej twarzy) utkwiła na stałe w pamięci Polaków i została częścią popkultury. Doczekała się wpisu w nonsensopedii:


Jej nazwisko zostało wykorzystane w celu stworzenia strony na facebooku „Jaram się Tobą, jak Goździkowa Etopiryną” (pisownia oryginalna):


Abstrahując od tematyki i celu założenia tej strony, sam fakt kojarzenia przez użytkowników Goździkowej przyczynił się z pewnością do ilości „polubień” – do dziś ponad 1000 internautów kliknęło „Lubię to!”.

Ale to nie koniec! Doczekała się także bloga, który jednak, mimo szczytnej idei i chęci, jak na razie nie funkcjonuje. Pojawił się jedynie pierwszy wpis mówiący o tym, że: „Będą tu różne ciekawe artykuły, z których Goździkowa jest uważana w pewnych kręgach za specjalistkę (i nie chodzi tu o walkę z bólami przeróżnymi). Raczej znajdziesz tu przepisy na smaczną kawę włoska…Goździkowa jest smakoszką różnych kaw”. Tak więc po raz kolejny ktoś chciał wykorzystać „sławę” Goździkowej, żerując na jej popularności.

www.gozdzikowa.pl

O gwieździe Etopiryny przypomniała też w lutym Anna Maria Wesołowska w wywiadzie dla portalu onet.pl. Niech o popularności Pani Goździkowej świadczy fakt, że, choć w rozmowie padło tylko jedno zdanie jej dotyczące: „Teraz jestem trochę jak Goździkowa, która jeździ po Polsce i doradza”, jego fragment został wykorzystany przez dziennikarza w tytule. Z pewnością dla przyciągnięcia uwagi czytelnika.


Na koniec jeszcze jeden dowód na popkulturowe istnienie Pani Goździkowej. Kawałek „Za dużo widzę” warszawskich raperów Sokoła i Pono z gościnnym udziałem Aliny, pochodzący z płyty „Ty przecież wiesz co” wydanej w 2008 roku. Około 25 sekundy w tekście Sokoła przewija się nikt inny, jak właśnie bohaterka tego tekstu. Miłego słuchania i rozmyślania nad jej fenomenem.

niedziela, 8 maja 2011

Piosenka w reklamie

Włączamy telewizor lub radio i zajmujemy się czymś innym. Znienacka dobiegają nas znajome dźwięki – albo jako fragment znanego nam utworu, albo cała piosenka. Zaczynamy słuchać uważniej i okazuje się, że to reklama soku, nowej taryfy sieci komórkowej czy ciasteczek.

Skąd ta popularność?

Nie da się zaprzeczyć, że wykorzystywanie znanych piosenek jest coraz częściej stosowanym chwytem. A jakim skutecznym! Kto z nas słysząc znaną i powszechnie lubianą piosenkę nie zerknie w ekran telewizora lub nie wsłucha się w dźwięki wydobywające się z radia? Hity obecne lub te sprzed lat mają to do siebie, że bardzo wiele osób je kojarzy, co pomaga przyciągnąć sobie uwagę adresata reklamy. A przecież to jest główny cel.


Polskie hity

Kilka lat temu przez przypadek usłyszałam w telewizji przygrywkę do „Chłopcy” zespołu Myslovitz i momentalnie oderwałam się od sprzątania, kierując wzrok w ekran. Pomyślałam – a nuż puszczają jakieś archiwalne nagranie z koncertu? Jak bardzo się zdziwiłam, widząc skaczących ludzi i wielkie logo Tak Taka z informacją o jakiejś tam promocji czy nowej taryfie. To samo wydarzyło się przy reklamie Prince Polo, gdzie zakochani leżą koło siebie na łóżku i delektują się batonikiem, a w tle leci „Zostańmy sami” De Mono.


Nieco inna sytuacja – reklama Tymbarku sprzed kilku lat (teraz na 75 lecie marki wraca się do tego) i piosenka Czerwonych Gitar „Ktoś mnie pokochał”. To dziwne, ale dzięki tej reklamie polubiłam tą piosenkę i o wiele przychylniej patrzę na najnowszy spot tych napojów. Gdyby nie ponowne wykorzystanie tej piosenki, która chyba ogólnie ma coś w sobie i nie da się jej nie lubić, reklamę oceniłabym jako kiepską. Dobry chwyt, a czy skuteczny? Będąc w szpitalu zauważyłam, że większość pacjentów na salach ma właśnie sok marki Tymbark. Na ile to jest miarodajny wskaźnik skuteczności reklamy – przekona się sam producent.


Zagraniczna muzyka

Tutaj przykłady można mnożyć, zaczynając od reklamy „Big Milków” Algidy i piosenki Safri Duo "Played-A-Live".

Tytułu wiele osób pewnie nie kojarzy, ale gdy się posłucha... od razu rozpoznajemy rytm i melodię. Odmienna sytuacja jest przy reklamie Kinder Bueno z 2004 roku, gdzie możemy usłyszeć stary dobry utwór Amandy Lear.


Przeróbki

Bardzo często możemy również usłyszeć znaną nam melodię, do której autor reklamy dopasował nowe słowa. Przykład? „Nałęczowianka” i piosenka „Aż pić się chce” (w oryginale: „The lion sleeps tonight”), reklama oleju „Kujawski” i przeróbka polskiej piosenki ludowej „Czerwone jabłuszko”.

Właśnie piosenki ludowe czy „ogniskowe” (a nawet disco polo) są najczęściej przerabiane na poczet reklam. Chociaż tekst wcale nie wydaje się ambitniejszy, te właśnie reklamy zapamiętujemy na dłużej.


I co dalej?

Prawdopodobnie coraz częściej będziemy stykać się ze znanymi i lubianymi piosenkami wykorzystanymi na potrzebę promocji danego produktu. Nie możemy specom od reklamy zabronić korzystania z chwytu, który tak dobrze się sprawdza. Czy to dobrze, czy źle? Odpowiedzcie sobie sami.



Źródła filmików:

http://www.youtube.com/watch?v=b0bk0RDsLHU

http://www.youtube.com/watch?v=T7SkJxO4gzU

http://www.youtube.com/watch?v=DPYd5r3VOjs