Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naming rights. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naming rights. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2012

Stadiony piłkarskie z nazwą sponsora cz.2 (Świat)

 Nazwa sponsora na monachijskim stadionie jest
doskonale widoczna.
Źródło: www.uroplany.pl
Jakiś czas temu pisałem o polskich stadionach piłkarskich, które sprzedały prawa do nazwy sponsorom. Przykładów było kilka, ale Polska nie jest przecież pionierem w tej dziedzinie. Za granicą od lat stosuje się podobne formy reklamy. Wcale nie trzeba szukać daleko. 

U naszych zachodnich sąsiadów – Niemców, dwa największe po berlińskim obiekcie olimpijskim stadiony, czyli areny Bayerny Monachium i Borussi Dortmund noszą nazwy firm ubezpieczeniowych. Odpowiednio – Allianz Arena i Signal Iduna Park. Podobnie jak, być może, już niedługo w Polsce na Stadionie Narodowym. Ale nie tylko firmy ubezpieczeniowe są w Niemczech sponsorami posiadającymi prawa do nazwy stadionów. W Gelsenkirchen arenę miejscowego Schalke 04 nazwano Veltins-Areną. Stało się tak 4 lata po otwarciu Areny auf Schalke, jak początkowo nazywał się obiekt. Po podpisaniu umowy sponsorskiej z producentem piwa, nazwa została zmieniona i funkcjonuje do dziś. 

Na Emirates Stadium swoje mecze rozgrywa
drużyna Arsenalu Londyn.
Źródło: www.gram.pl 
Innym przykładem mogą być stadiony angielskie. Na Wyspach Brytyjskich funkcjonują przecież Emirates Stadium (arena Arsenalu Londyn), Etihad Stadium (obiekt Manchesteru City) czy Reebok Stadium (stadion Boltonu Wanderers). Pierwsze dwie firmy to linie lotnicze, ostatnia z nich – Reebok, to wszystkim znana korporacja produkująca obuwie i odzież sportową.

Firmy ubezpieczeniowe, energetyczne, linie lotnicze, wielkie koncerny odzieżowe czy spożywcze. Łatwo można zauważyć, że sponsoringiem stadionów zajmują się głownie duże firmy o sporych budżetach. Jest to z pewnością związane z dużymi kosztami podobnych zabiegów marketingowych. To nie jest sport dla maluczkich przedsiębiorców, w grę wchodzą grube miliony. Duża liczba firm zainteresowanych tą formą reklamy pozwala założyć, że jest ona skuteczna. Nie warto jednak zawsze kierować się chęcią zysku. Przekonali się o tym włodarze Newcastle United, którzy postanowili zmienić 119-letnią nazwę stadionu St. James Park na nazwę sponsora - Sports Direct Arena. Jak można się domyślać, nie spotkało się to z aprobatą fanów zespołu. Ich stosunek do zmiany idealnie obrazuje poniższy film, na którym widać, jak kibice Newcastle zrywają z trybun szyldy sponsora i rzucają je na boisko:




Przeciwko takiej decyzji protestowali zresztą nie tylko fani zespołu, ale także wszystkie media (poza, oczywiście, do bólu obiektywnym BBC), władze miasta, a nawet parlamentarzyści! Kibice zorganizowali nawet ceremonię pogrzebową stadionu, protestując w ten sposób przed usunięciem starej nazwy z murów obiektu. Na nic się to jednak zdało, władze klubu wybrały pieniądze, nawet kosztem niezadowolenia i protestów fanów. Do dziś stadion „Srok” nosi nazwę sieci sklepów z odzieżą i sprzętem sportowym.

Tak wyglądał pogrzeb stadionu St. James Park zorganizowany przez fanów
Newcastle United w proteście przeciwko zmianie nazwy obiektu.
Źródło: www.nufc.pl 
Sprzedaż naming rights, jak nazywane są prawa do nazwania własności, wydaje się być dobrym pomysłem, który przynosi korzyści obu stronom takiej umowy. Jak z wszystkim jednak, również w tym przypadku trzeba pamiętać o poszanowaniu tradycji i historii. Władze klubu Newcastle United postawiły na chęć zysku, co nie przyniesie raczej dużych korzyści ani klubowi, ani sponsorowi. Może nawet wywołać efekt odwrotny do zamierzonego, czyli świadome bojkotowanie produktów sprzedawanych w Sports Direct przez fanów futbolu. Angielski przypadek powinien być przestrogą dla wszystkich, którzy zysk przedkładają nad tradycję. 

czwartek, 29 marca 2012

Stadiony piłkarskie z nazwą sponsora cz. 1 (Polska)


Stadion Narodowy po meczu Polski z Portugalią. Czy po Euro zostanie
nazwany PZU Areną?
Źródło: www.warszawa.gazeta.pl
Jakiś czas temu Przegląd Sportowy podał informację o tym, że sponsorem tytularnym Stadionu Narodowego zostanie PZU. Ma to nastąpić w lipcu, już po zakończeniu Mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie. Powszechny Zakład Ubezpieczeń za tą przyjemność zapłaci ok. 10 mln zł rocznie.
Informacje o sponsorze tytularnym nie zostały wprawdzie potwierdzone przez Narodowe Centrum Sportu, które zarządza najdroższym w Polsce obiektem sportowym, ale można być niemal pewnym, że zostanie nim PZU. Wskazuje na to podpowiedź informatora Przeglądu Sportowego pracującego w NCS, który stwierdził, że będzie to „jedna z największych polskich firm”. Czy więc Stadion Narodowy tuż po mistrzostwach nazywany będzie PZU Areną? Przekonamy się zapewne już niedługo.

Sam pomysł ze sprzedawaniem praw do nazwy stadionu nie jest nowy. Z pewnością przynosi on korzyści obu stronom takiej umowy. Zarządcy stadionu dostają konkretne pieniądze, a sponsor tytularny ma w zamian dobrą reklamę. Jego nazwa jest przecież wymieniana w mediach przy okazji każdego meczu rozegranego na obiekcie, w przypadku transmisji meczu w telewizji widoczne są reklamy sponsora tytularnego, a i jego logo najczęściej gości na zewnętrznej ścianie stadionu. Piłką nożną interesuje się w Polsce bardzo dużo osób, stąd też sponsorowanie obiektu, na którym rozgrywane są futbolowe mecze, wydaje się być świetnym pomysłem na reklamę. Wspieranie sportu jest w modzie, o czym świadczyć mogą inne przykłady z Polski i reszty świata.

Pepsi Arena, czyli stadion Legii Warszawa. 6 mln złotych rocznie płaci
koncern spożywczy za prawo do nazwy.
Źródło: www.rytek.bikestats.pl
Pierwszą polską areną, która zyskała nazwę sponsora był stadion Zagłębia Lubin. Od lutego 2008 roku nosił on nazwę „Dialog Arena”. Nosił, bo w styczniu tego roku umowa się skończyła, a wrocławska firma telekomunikacyjna nie zdecydowała się na jej przedłużenie. Obecnie obiekt nosi prostą nazwę „Stadion Zagłębia”. Inną ligową areną, która doczekała się sponsora, jest stadion Legii Warszawa. Od obecnego sezonu nosi on nazwę „Pepsi Arena” i z tego tytułu klub otrzymuje rocznie 6 mln zł rocznie. W Polsce stadion piłkarski sponsoruje jeszcze PGE. Od stycznia 2010 roku do końca 2014 roku obiekt w Gdańsku, na którym na co dzień mecze rozgrywa tamtejsza Lechia, a który wybudowany został na Euro, nosi nazwę „PGE Arena Gdańsk”. Polska Grupa Energetyczna S.A. za umowę zapłaci 35 mln zł i jest to najwyższa kwota w polskiej branży naming rights. Być może niedługo do sponsorów stadionów piłkarskich dołączy firma Tauron Energia. Gazeta Wyborcza podała niedawno, że firma ma sponsorować inną arenę Euro 2012 – stadion we Wrocławiu

PGE Arena Gdańsk. Polska Grupa Energetyczna S.A. wygrała przetarg
na prawa do nazwy obiektu. Jej konkurentem była Grupa Lotos S.A.
Źródło: www.blog.krzysztofzietarski.pl
Nie każdemu udaje się jednak pozyskać sponsora. Mimo przetargu na prawa do nazwy obiektu Wisły Kraków, nadal pozostaje on Stadionem im. Henryka Reymana, byłego wybitnego gracza klubu. Nikt nie zgłosił się do przetargu. Być może chętnych odstraszyła kwota – 30 mln zł. Warto przypomnieć, że na krakowskiej arenie nie zostaną rozegrane mecze Mistrzostw Europy. Podobnie zresztą jak na Stadionie Śląskim. W Chorzowie także brano pod uwagę sprzedaż praw do nazwy obiektu. W tym przypadku sprawa jest jednak nieco bardziej skomplikowana. Obecna nazwa – Stadion Śląski, funkcjonuje od 60 lat, więc nie jest możliwa całkowita jej zmiana. Ponadto, po wybudowaniu wielu dużych obiektów piłkarskich w innych miastach Polski, rodzi się pytanie o ilość meczów i imprez, które będą na nim organizowane. Śląski obiekt nie jest stadionem typowo piłkarskim (posiada bieżnię), więc reprezentacja nie będzie raczej od teraz często gościć w Chorzowie. To wpływa na mniejszą wartość marketingową „Kotła czarownic”. Stąd też, być może, pozostaje on ciągle Stadionem Śląskim.

Sprzedawanie praw do nazwy sponsorowi jest z pewnością dobrym pomysłem na utrzymanie obiektów piłkarskich w Polsce. Po mistrzostwach będziemy mieli przecież kilka dużych stadionów, które nie są tanie w utrzymaniu. Duże pieniądze, jakie płacą za sponsoring wielkie firmy – energetyczne, ubezpieczeniowe, telekomunikacyjne czy spożywcze z pewnością przydadzą się zarządcom obiektów w domknięciu budżetów.

Tyle, jeżeli chodzi o nasze podwórko. A jak robi się to na Zachodzie? O tym w drugiej części wpisu, który pojawi się za jakiś czas.