środa, 6 kwietnia 2011

Żywy billboard

Gdyby do zwykłej firmy przyszła osoba z propozycją udostępnienia jakiejś części swego ciała np. czoła na reklamę, zapewne większość dyrektorów popukałaby się (nomen omen) w czoło. Okazuje się jednak, że taka forma reklamy staje się coraz atrakcyjniejsza, a niektórzy znaleźli w tym sposób na zarabianie na życie – tak jak Billy „The Billboard” Gibby.

Billy to 31-letni bokser-amator. Swoje ciało udostępnia od kilku lat i tym sposobem utrzymuje swoją rodzinę. Obecnie na ciele ma kilkadziesiąt reklam. Ceny kształtują się w zależności od wielkości i miejsca reklamy – od 2 tysięcy dolarów, do nawet 20 tysięcy.

„Karierę” żywego słupa reklamowego zaczął od wytatuowania adresu strony goldenpalace.com. Na pomysł wpadł, kiedy oglądając galę bokserską ujrzał na plecach jednego z pięściarzy reklamę wyżej wymienionego portalu. Warto przy tej okazji wspomnieć, że taka forma reklamy w czasie walk bokserskich jest dość powszechna (wszak sportowcy są od pasa w górę nadzy i to na nich skupione są oczy często kilkunasto milionowej publiczności), ale jedna, dość kluczowa kwestia, odróżnia ją od reklamy oferowanej przez Gibbiego – pięściarze „ozdabiani” są zmywalną henną, zaś Amerykanin stosuje tatuaż trwały. Każda z reklam na ciele Billiego jest wykonana takim właśnie sposobem.

Tematyka ogłoszeń jest różna, ale w większości przypadków są to adresy portali internetowych. Jedną z takich stron jest pornhub.com - o tematyce pornograficznej. Udostępnienie swojego policzka na reklamę takiego rodzaju strony i tym samym pokazywanie tego wielu ludziom, wywołało sporo kontrowersji. Jeszcze dalej Gibby posunął się w 2010 roku zmieniając swoje nazwisko na adres strony - Hostgator Dotcom.

Trudno jednoznacznie ocenić Billiego. Z jednej strony wpływy z reklam pozwalają mu utrzymać rodzinę na przyzwoitym poziomie, jednocześnie realizując się jako bokser. Z drugiej jednak to, co reklamuje i w jaki sposób to robi wywołuje mnóstwo kontrowersji, nie mówiąc już o dość odpychającym wyglądzie. Łatwiej byłoby zrozumieć poczynania Amerykanina, gdyby reklamy mógł po prostu zlikwidować po jakimś czasie, czyli zmyć. Permanentnych jednak tak łatwo się nie pozbędzie i tym sposobem do końca życia pozostanie mobilnym, ale z każdym rokiem coraz bardziej zmarszczonym, billboardem.

Brak komentarzy: